piątek, 28 czerwca 2013

Wieś Sielska ....

tak naprawdę nie istnieje ....
Życie na wsi wymaga ciężkiej pracy fizycznej,
 nienormowanego czasu pracy, 
planu strategicznego, 
pełnej dyspozycyjności,
 braku urlopu.
Jeśli ktoś z czytających chce uciec na wieś właśnie dla tego idyllicznego obrazka wsi sielskiej, spokojnej, leniwej
to niech się dobrze zastanowi.

Uprzedzam, że mi taki układ odpowiada - chciałam tej pracy, szukałam upustu dla moich emocji, 
lubię wstawać o świcie, prowadzić monologi ze zwierzyną, sadzać po stokroć kury nioski w gniazda, 
przerzucać 4 razy dziennie dosychającą łąkę siana, 
walczyć z chwastami na grządkach,
zamykać w słoiczkach dary ogrodu...

Uświadomiłam sobie, że szukałam tej drogi od dawna.
Daje mi ona ogrom radości, która dla innych może wydawać się irracjonalna, śmieszna.
 W końcu teraz wszyscy marzą o mercedesach, wakacjach na Hawajach, iPodach, o byciu na topie ...

 A ja marzyłam o zapachu świeżo skoszonej trawy, o zmęczeniu pracą fizyczną, 
 o wewnętrznym spokoju, o wolności ....


Tu jestem szczęśliwa, a tym szczęściem zaraziłam Męża i Córki.

A w ogrodzie ciągle coś zakwita, owoce dojrzewają,
pojawiły się pierwsze grzyby w naszym lesie,
po prostu toczy się życie:)))





W wolnym czasie, czyli po 22 wieczorem powstała anielinka,
dla internetowej psiapsióły Magdy:))
Mam nadzieje, że skradnie serducho obdarowanej :)





Na koniec, jeszcze tylko wzmianka o rozpoczęciu sezonu na nalewki:)
Pierwsze do butelek idą aromaty i smaki z Rosy rugosy:)))



Buziaki słoneczne posyłam dla wszystkich odwiedzających
i życzę Wam radosnego rozpoczęcia wakacji :*****

 

niedziela, 9 czerwca 2013

Od przybytku głowa nie boli :))

W myśl tego przysłowia, powiększyłam nasz zwierzyniec.
Od kilku dni mieszkają u nas: kurki zielononóżki, 
perliczki, kruczoczarne piękności i kogut Maurycy:)))) 





Kurki bardzo szybko się zaaklimatyzowały - jedzą z ręki :))



Pamiętacie moje maleńkie kaczuszki ?
Zamieniły się w duże kaczuchy, bardzo głośno kwaczące:)



Największą radość z tej drobiowej rodzinki, mają moje Córki -
opowiadania o zwierzynie, karmienia, głaskania,
nie ma końca.

Teraz grzecznie czekamy na pierwsze jajko :))
Gniazda już gotowe, zobaczymy kiedy kurki wystartują.

Kozuchy szczęśliwe bo deszczowa pogoda, trochę odpuściła,
więc łąka wreszcie dostępna:)))




A ja w międzyczasie coś tam szyję, szydełkuje i jeszcze coś robię, ale o tym innym razem.

Dzisiaj tylko efekt pracy męża - czyli szynki, polędwice wieprzowe i wołowe -
wędzone przez moją brzydszą połówkę :)))



Musicie mi uwierzyć na słowo - wyszły zjawiskowe:))))
Przygotowywane według przepisu z 1958 roku - bez świństw takich jak saletra.
Po marynowaniu, wędzeniu i gotowaniu, tracą połowę swojej wagi,
są po prostu zdrowsze niż sklepowy syf.

Jeszcze na koniec kilka zdjęć ogrodu i znikam w kuchni,
bo czeka na mnie 8 litrów mleka - będzie pyszny ser !!!












Buziole posyłam i życzę Wam słonecznej, pięknej niedzieli :)))))