sobota, 3 maja 2014

Deszczowa majówka...

spędzona w domu, przy malinowej herbacie i cieście z białą czekoladą.
Nie chce się wychodzić nawet do obórki, gdy tak pada.
Prace w ogrodzie wstrzymane, bo mokro, a po ostatniej burzy 
która przeszła w ubiegły poniedziałek, nawet ochota odeszła na pracę.
 Ulewa z gradobiciem zgarnęła mi wypieszczone grządeczki: z bobem, marchewką, 
groszkiem cukrowym. Pozostało tylko mnóstwo drobnych kamyczków i
koryto małego strumyka.
Obok strat w ubiegłym tygodniu były i zyski.
Do naszego gospodarstwa zawitały gąski kubańskie :))

Gusie na razie rezydują w oddzielnej zagrodzie, 
małe puchate, potrzebują dużo ciepła i ciągłego karmienia.
Żarłoki z nich niezłe, a do tego bardzo głośne:)



Z młodymi kozulami urwanie głowy !!!
Przez nawał pracy w gospodarstwie nie mam czasu na blogowanie.
Wybaczcie, że właściwie sama nie piszę i do moich ulubionych nie zaglądam.
 Jeśli jeszcze ktoś nie przygotował to przypominam, 
że mamy czas syropu sosnowego.
 warto nazrywać młodych pędów, zalać alkoholem z syropem.
Zimą jak znalazł na przeziębienia.




 Buziaki :**


7 komentarzy:

  1. Śliczne te Twoje gąski!
    U nas ziąb i mokro. Obrzydliwie, jednym słowem.
    Oby się ociepliło,bo tyle roboty fajnej czeka :)
    Pozdrówki!

    OdpowiedzUsuń
  2. No niech się już kończy ta deszczówka (majówka?)! Od środy zapowiadają ocieplenie :-)
    Gąski fajniutkie
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ręce opadają jak człowiek widzi takie straty ale wpływu na pogode nie mamy.Śliczne te gąski.Pozdrawiam ciepełka i słoneczka życzę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne gąsie!:):) Od środy ma być lepiej więc byle do środy Ambrozjo:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gąski cudne !!!! Tak to jest w gospodarstwie raz zysk , raz strata . Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne te gęsi, moje ulubione. Moja mama kiedyś została obdarowana jajami - wykluł się jeden gąsiorek Filipem nazwany, był piękny i mądry. A dla mojej mamy układał gniazda, nie miał innej ukochanej :)
    Przykro mi z powodu szkód, ale przynajmniej wiesz, że to sprawka z nieba. Moje posadzone ubiegłej jesieni drzewa zniszczył człowiek, wiosną zastaliśmy wszystko zdewastowane... Szkoda gadać...
    życzę słonecznego tygodnia,
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  7. Też lubię te właśnie gusie, choć mam całkiem inne teraz. Z jaj 60 nic się chyba nie wykluje, bo panny siedzą i schodzą. Do tego gniazdo uwiły przy stawie. No, ale niech robią, jak chcą. I tak nie wygram z nimi.
    Współczuję strat w ogrodzie.
    Też mnie nie ma ani na blogu swoim, ani na innych, bo z kolei scenariusz mi życie napisało trochę inny, niżbym sobie teraz życzyła. I peregrynuję wciąż, i będę jeszcze tak ze dwa miesiące. Jagniąt przybyło. Już 70 jest, ale jeszcze nie wszystkie panny urodziły. Może nie są w ciąży. Trudno wyczuć, a i już mi wystarczy póki co tych porodów.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz